ewolinda blog

Twój nowy blog

hmm. pare dni i wszystko inaczej. odezwal sie a swiat ozyl na nowo. przyjechal a ona zakwitla. przez 2h non stop trajkotala. o wszystkim i o niczym. teraz rozmysla nad tym co powiedziala i zastanawia sie, co powinna, czego nie. zwrocila mu uwage kiedy jej przykro i wskazala co zle robil. powiedzial ze sie zmieni. kazal jej zaczac pisac ksiazeczki z sentencjami o zyciu, ktore zawsze babcia kupuje i jemu i jej w empiku. dziwne, jest dla niej taki bliski,moze najblizszy, a nawet przez sekunde nie byli razem. ona jest ‚kolezanka’, chociaz oboje wiedza, ze to przyjazn. ona na pewno. ma nadzieje ze on tez. ale przeciez jej ufa, zdradza sekrety, przyjezdza. jak do kolezanki. niedlugo wyjedzie… na studia. w najgorszym wypadku nad morze. oby nie, bo wtedy wszystko zwiednie, kiedy nie bedzie nawet tych chociazby najkrotszych spotkan, nie bedzie niczego. powiedziala mu ze jej ideal to brunet z niebieskimi oczami. taaa. a co z zielonookim blondynem? skad sie wzial w jej sercu?

wróciłam. może i nikt tego nie zauważy,bo wątpię, żeby ktoś tu jeszcze zaglądał, ale to co. piszę głównie po to, żeby ulżyć samej sobie. podobno wszystko w życiu się zmienia. hmm.. rok, 3 wykańczajace historie miłosne, 4 romansy, 365 imprez i nieskończoną ilość pseudoprzyjaźni później mówię wam, że nadal w środku jesteśmy tacy sami. zmieniają się powody do śmiechu i płaczu, ale sam fakt, że zalewamy się łzami czy rechoczemy już nie. chociaż może te powody bardziej nas określają? nie wiem. co mi odbiło, że nagle, po ponad roku, kiedy moje życie, priorytety (a właściwie ich brak) są zupełnie inne, nagle wracam? samotność. jest środek wakacji, w normalnych warunkach powinnam się super bawić nawalona na jednej ze swoich ulubionych imprez, ale pech chciał, że zachorowałam. niby zwykła angina, a jednak mnie zmieniła. myślę sobie, ze tesknie za stara ewa.za ewa ktora jezdzila na skoki, uczyla sie z zapalem chocby tego glupiego niemieckiego, czytala madre ksiazki, nie przejmowala sie tak swoja fryzura, paznokciami, tym ‚co pomysla ludzie’, zyla spokojnie w swoim swiecie, w ktorym byla moze nie idealna ale w porzadku i to wystarczalo. teraz nie. teraz jest milion ludzi lepszych wazniejszych ladniejszych bardziej pasujacych do reklamowki z tv niz ona. a ona za wszelka cene starajac im sie dorownac stracila siebie i wszystko to, co bylo w niej fajne. teraz zajmuje sie glupotami, z ktorych nic nie ma, poswieca swoje zycie ludziom, ktorzy nie potrafia tego docenic i jedyna cecha, ktora pozostala z przeszlosci jest to marzycielstwo. ewa ciagle marzy, ze ktoregos dnia wszystko sie ulozy, ze znajdzie sie w swojej bajce, w ktorej nie bedzie musiala juz ogladac sie na innych, bedzie mogla byc soba naprawde i to bedzie ok, bo ON ja zaakceptuje i obudzi w niej te dawno uspione cechy. a tymczasem co robi ON, ten ktoremu dobrowolnie poswieca sie od ponad roku, dbajac by nigdy zycie nie kopnelo go w jego wymuskany tylek? bardziej dbajac o jego marzenia niz o swoje, o jego cele, przyszlosc, powodzenia. o jego usmiech? gdzie on jest, kiedy ona chcialaby chociaz pogadac? ‚robi sobie cos do zarcia’ i znika z glupiego komunikatora na 2 godziny. nie wraca, mimo ze pytal o jej stan zdrowia, bo po co. zapytal, czy czuje sie lepiej, ale naprawde go to nie obchodzilo. dlaczego sam nie zapytal wczesniej, skoro slyszal ze jest zle? dlaczego nigdy nie pyta? dlaczego ona nie umie zrozumiec, ze w jego zyciu nie ma miejsca na przyjazn, ze on potrafi tylko brac, dawac czasami owszem, ale tylko na osobista prosbe. nigdy sam z siebie nie pomyslal, nigdy nie mial potrzeby spowodowac, zeby sie smiala. a ona? kazdy dzien zaczyna myslac, co zrobic zeby byl szczesliwy? dlaczego on tak strasznie zatruwa i niszczy jej zycie? dlaczego odsuwa od niej kazda szanse na prawdziwa milosc? dlaczego ona nigdy nie moze pomyslec o sobie najpierw i o nim potem? dlaczego odrzucila szanse wyjazdu na miesiac do monachium przez niego? zeby nie stracic kontaktu? dlaczeo nie poleciala na teneryfe z przyjaciolka bo on mial akurat urodziny? dlaczego ona sama niszczy siebie swoje marzenia plany cale swoje zycie myslac o nim i kochajac go? dlaczego to tak boli? just friends. zostańmy przyjaciółmi,

hmm nie odczuwałam za dużej potrzeby pisania tu, skoro cały świat dostaje na bieżąco informacje o moim życiu ze stron typu nasza-klasa.pl, poza tym moje życie przewróciło się do góry nogami i nie wiem, od czego tak naprawdę powinnam zacząć to pisanie, poza tym motywacji trochę brak ;p i czasu ;p zobaczymy.

Break.

1 komentarz

Żeby mi nie skasowali.

Break.

Brak komentarzy

Żeby mi nie skasowali.

Spaß :D

10 komentarzy

Kope lat xD No, jakoś tak wyszło, że długo nic nie pisałam, a działo się sporo ^^ Można powiedzieć, wszystko się zmieniło i zarazem wszstko jest po staremu, nie wiem, jak to możliwe, ale jak widać, jakoś tak jest :P
 10 LISTOPADA – Geburtstag mój własny xD Impreza typowo babska, najpierw pizza, potem podróż taksówką i genialna rozmowa o kotach i psach z taksówkarzem, po czym właściwa impreza z breezerami i shishą w moim pokoju xD
 17 LISTOPADA – początek wymiany z Niemcami ^^ Okazało się, że przyjedzie do mnie jakaś Niemka jednak, było bosko xD Dawno się tak dobrze nie bawiłam :D Spaßu od cholery :D Trzy dni w Krzyżowej, potem Wrocław, Warszawa, w międzyczasie pobyt w domu i dżamprezy xD Hustensaft trinken :D Ach.. We Wrocławiu trafiliśmy na jakiś dzien życzliwości i dostałam balonika, a potem zostałam przytulona przez jakichś studentów :D Podoba mi się tam ! :P W ogóle o aspektach towarzyskich wymiany dużo by się rozpisywać… ^^
 30 LISTOPADA – Gebyrtstag Pati :D Znowu Shisha i Hustensaft :D Jak odprowadzałyśmy Kejt, to zaczęło nam się trochę dziwnie robić ^^ Kucnęłyśmy za jakąś reklamą i się schowałyśmy przed światem :P A przez pasy przechodziłyśmy z rękami w górze, żeby nas nie przejechali, tak jak robiła pani w przedszkolu :P
To tyle jeśli chodzi o imprezy. Teraz część merytoryczna. W szkole… Spaβ, ale nie na chemii, matmie i fizyce… W ogóle zaczynam myśleć, czy to dobry profil, może powinnam się zmusić, iść na korki, nauczyć się tych przedmiotów wymienionych wyżej i zacząć myśleć o tej medycynie, żeby mieć jakiś porządny zawód? Ale mam inne plany i talenty… Po prostu presja otoczenia tak na mnie działa… :P Poza tym cierpię na wyjątkowo złośliwe zapalenie kratnii i nie mogę mówić :/ I ogólnie przeżywam wszystko ze zdwojoną siłą, mam taki sentymentalny, jesienny nastrój… I jeszcze parę innych rzeczy. A od Mikołaja dostałam $$ i Kinder czekoladki :D Plus pluszowe lila skarpetki ^^ Dobra, zaczynam chrzanić od rzeczy :P Koniec.

Juli – Dieses Leben

mir ist kalt mein Weg ist leer
diese Nacht ist grau und kalt und schwer
sie hält mich fest
und gibt mich nicht mehr her
ich bin gefangen
ich wach nich auf
und die letzten Lichter gehn bald aus
ich seh mich fallen
doch ich geb nicht auf
denn ich liebe dieses Leben

ich liebe den Moment in dem man fällt
ich liebe dieses Leben
und ich liebe diesen Tag
und ich liebe diese Welt
denn ich liebe dieses Leben
ich liebe den Moment in dem man fällt
ich liebe dieses Leben
und ich liebe diesen Tag
und ich liebe diese Welt

nimm mir die Kraft
nimm mir das Herz
nimm mir alle Hoffnung
und all den Schmerz
aus meiner Hand
und gib sie nicht mehr her
was soll das sein
wo soll ich hin
wo sind meine großen Helden hin
auch wenn wir gehn
weiß ich nicht wohin


Jesienny bilans smutków i radości

POWODY DO RADOŚCI

* Jestem piękną inteligentną samowystarczalną pomysłową kobietą, która w każdej sytuacji jakoś sobie poradzi. Jasne…
* Za tydzień urodziny Chucka :P
* Za niecały tydzień długi weekend :D
* Jest sobota ^^
* Posprzątałam w pokoju, teraz czuję się o wiele lepiej :P
* W każdy wtorek o 21:30 mogę oglądać Małaszyńskiego :>
* Mam masę fajnych ciuchów, które sprawiają, że jestem jeszcze bardziej wyjątkowa
* Mam paru fajnych znajomych, kilku przjaciół i psa :P
* Nawet się dogaduję z rodzicami,a rodzina chyba mnie kocha.
* Na stronie DSV można obejrzeć filmik z Martinem :D
* PO wygrała wybory!

POWODY DO ROZPACZY

* Moje oceny z matmy nie wykraczają ponad 2+ (chociaż ostatnio dostałam nawet 5, a jednego kapcia poprawiłam na 4 :P)
* Kiedy rano wstaję jest ciemno.
* Na dworze jest lodowato.
* Wydałam 450 zł na kozaki, które mi się średnio podobają, bo nic innego nie mogłam znaleźć.
* Nie potrafię żyć bez faceta.
* Boli mnie gardło.
* Jestem niewyspana.
* Nawet w sobotę muszę się uczyć.
* Muszę iść do fruzjera, a nie mam kasy.
* Drukarka mi się znowu popsuła.
* Nie wiem co kupić Chuckowi na 18 :P
* Nie wiem czy zrobić imprezę urodzinową, zresztą i tak nie przyjedziecie ?
* Jeszcze miesiąc do skoków.
* „Twarzą w twarz” kiedyś się skończy.
* Życie.

Nie wiem w sumie, niby jest ok, ale jakoś nie do końca … Oprócz pogowania na koncercie jednej z młodzieżowych kapel nie wydarzyło się nic ciekawego, żebym mogła to opisać, aparatu już nie mam, zdjęć w związku z tym nie pokażę. Ten blog powoli upada, nie wiem, jak go dalej prowadzić, nikt go już nie czyta, jest mi źle, smutno, jestem głodna i w ogóle, ach zakochana ? Ich seh’ mich fallen, doch ich geb’ nicht auf, denn … ICH LIEBE DIESES LEBEN! :) Rozumiecie coś z tego ? :P

No cóż, ta relacja powinna się tu pojawić co najmniej miesiąc temu, ale … zabiegana i roztrzepana jak zawsze jakoś nie mogłam się zmusić, żeby ją napisać :P Teraz pewnie nie pamiętam już wielu szczegółów, którymi starałam się Was uraczyć w każdej poprzedniej relacji z mojego wyjazdu do Zakopca, ale co tam, napiszę to mimo wszystko, Ten wyjazd różnił się od poprzednich, ale może od początku ;)

Do Zakopanego wyruszyłam w czwartek rano, całą drogę korespondując ze Schmittką. SMS-y były prawie jak radio CB :D Gdzie jesteś ? Ile do Zako? Itd. :D Śmiechowo :D W RMF FM ciągle puszczali „Vayamos Companeros”, które jeszcze tego samego dnia było mi dane usłyszeć na skoczni ^^ W każdym razie pomykaliśmy tak przez Polskę, a ja już nie mogłam doczekać się znajomej tabliczki z napisem ZAKOPANE, tym bardziej, że dzień wcześniej Dorota zaczęła coś bredzić o akredytacjach :P Kiedy dojechaliśmy i znaleźliśmy pensjonat, przepuszczeni an Zwierzyniecką przez 2 miłych policjantów , od razu poszłam się odświeżyć i ruszyłam na romantyczne spotkanie z Chuckiem :* :D
W drodze do Daglezji, gdzie mieli mi wyrobić akredytację (Dorota już miała ) spotkałyśmy Milkę z rodzicami i koleżankami. Ustaliłam jeszcze z Dorotą, że ona będzie wszystko załatwiać, bo ma bardziej inteligentny wyraz twarzy :P Weszłyśmy, zaczęłyśmy gadać, o co chodzi, kazali nam czekać na jakiegoś pana :P Myślałam, że oszaleję. Jednak to jest jakiś stres, tak czekać na wyrok ;] W końcu zrobili mi zdjęcie i dostałam przecudnej urody akredytację ;] I cała uchachana pognałam z Chuckiem pod skocznię, gdzie odbywały się już treningi. Powiecie, że jestem walnięta, ale fajnie się wchodziło na teren Wielkiej Krokwi wejściem dla VIPów z tymi miłymi ochroniarzami ! Achhhhh ;) Na skoczni przywitałam się z Oleczką, Lavą, Julką i Natką :) Pozdro laski ^^ Potem był już tylko MARTIN <3 Nie no, skakało jeszcze kilku innych facetów, wokół krzątali się jacyś dziennikarze itd., ale co tam ;) Na widowni wypatrzyłam Milkę i Schmittkę ;) Poskakali sobie, a my z gracją robiłyśmy zdjęcia. Po kwalifikacjach pogadałam chwilę z Anią i umówiłyśmy się na piątek. Potem polazłam z Chuckiem i Olką do KFC i oprócz tego, że miałyśmy głupawkę nie działo się nic ciekawego. W piątek od rana polazłam ze Schmittką (która była już po głębszym :P ) pod COS, żeby zrobić jej obiecaną fotkę z Martinem. Dołączyła Dorota i Digs. Po tym jak nie dotarłyśmy do Krystka, Martin poszedł biegać, a kiedy wracał aż czekać na nasze zawołanie, od razu się zjawił i zaczął się pierwszy MEGA LOL sezonu :P 1. Spadł mi aparat (1200 zł), po który on się schylił razem ze mną :PO dziwo, aparat zrobił nam zdjęcie, po czym przestał działać, nie dodaję już nawet, że musiałam użyć kropelki, żeby chociaż połowicznie ukryć zbrodnię :P 2. Schmittka zwaliła torbę :P Martin zaczął z nas lać, a potem 3. Oboje śmialiśmy się z ludzi zgromadzonych pod COSem :P W międzyczasie zdążył dokładnie oblukać moją akrę i w ogóle było tak sympatycznie, wręcz rodzinna atmosfera :> Aha, podpisał mi fotkę i Ani zeszyt ;) Jak już poszedł zainteresowałam się moim nie działającym już aparatem i ze smutkiem stwierdziłam, że niestety się spierniczył. Zadzwoniłam do przyjaciółki opowiedzieć jej o szkodzie wyrządzonej mi przez Martina, a dziewczyny obok mnie lały ze śmiechu :P Zero empatii :P Potem pognałam ze Schmittką na Krupówy szukać jakiegoś serwisu, ale w całym Zako nie ma żadnego, to kupiłam kropelkę i wkleiłam to , co wypadło :D To był kolejny LOL, usiadłam na środku Krupówek z tą Kropelką i jadę :D Later kupiłyśmy Smaitiemu koszulkę, żeby się cieszył :D Pod samą Gubałówką! :P Wysłałam ojcu sms’a odnośnie aparatu, żeby zdążył się uspokoić do spotkania face to face :P W pensjonacie nawet na mnie nie nawrzeszczał :P W ogóle był dumny, że jego córka z akrą pomyka po Zako :P Nawet właściciele pensjonatu się go pytali, co i jak :D Na konkursie w piątek był Mazoch i to chyba było najciekawsze, jest bardzo fajny, naprawdę, lubię go strasznie :) Siostra Helenka obcałowująca Martina! :> Aha, Ania uratowała mnie swoim Nikonem, wiadomo co było z moim aparatem :P Leżał i dyszał :P I dzięki temu powstało parę fajnych fotek. Po konkursie tradycyjnie Mc Donalds :P I tortilla :) Next Day, czyli sobota, przywitał nas brzydką pogodą. Ale mimo to ruszyłyśmy pod COS, niby dać Martinowi koszulkę, w efekcie to olałyśmy, ale za to wytańczyłam się i wyśpiewałam jak nigdy :D I’m so excited… :D Potem bujałam się z Digsem i Chuckiem na łące koło Krokwi i było śmiesznie :D ;* Next znowu Mc Donalds i szalony pomysł Chucka, żeby iść puszczać pod COSem stateczki zrobione z papierków od Cheeseburgerów :P Niestety wystraszył nas Kajtel, to poszłyśmy się przebrać. Jak wróciłyśmy zostałyśmy Martina, który zawył i na nasz widok uciekł z balkonu :P Ciekawe warum :P No cóż… Przed konkursem spotkałyśmy Steierta i Zimocha (wreszcie mu powiedziałyśmy, że mógłby Niemców do Antraktu zaprosić :)) A potem już tylko KANIKUŁY! Hit LGP :> Przyszedł Koksik z Wojtkiem i zaczęli śpiewać „Hey baby” ;) Wygrał Małysz, darłam się jak głupia :> Potem Walter H. mnie dziwnie bardzo objął do zdjęcia :P Kofi był very nice ;) Śpiewałyśmy hymn i ogólnie wszyscy byli szczęśliwi! Po konkursie znowu Krupówki, jedzenie, tym razem nocny Społem :D Ale przedtem… COS! Koszulka dla Martina! To był bieg mój Chucka i Digsa :D Niemcy się już pakowali :/ Ale pogadałam z Caro, powiedziała , że da mu T-shirt :) Obgadałam Rohweina w jego obecności :P Gregor szedł, to zrobiłam fotkę :P Przyszedł Morgi, Kofi i Wolo znowu LOL i fotka grupowa :) Napisałam im na busie paluchem „Anton aus Tirol” :D Ochroniarze potem wygonili laski, a nam powiedzieli , że skoro mamy identyfikatory, to możemy zostać. Wolałyśmy iść się najeść do nocnego jak już wspomniałam ;) Potem pożegnanie z Chuckiem ;( Po żuleniu się na krawężniku było nam bardzo ciężko się rozstać :/ Tyle wspólnych nocy i dni :P LOL :P Jeszcze pamiątkowe foto komórką (do dzisiaj mam na tapecie Sis ;)) i bye bye :( A, w ogóle zapomniałam, że Majka też miała akrę i w ogóle tak fajnie było się z nią spotkać !!! :) KC ;* Sobota zakończyła się smutno ;( Poza tym nie najadłam się paczką chipsów i Milką z nocnego :P W niedzielę urodziny Milki i nasze spotkanie na gofrach ;) Pycha, ale ja nie umiem tego jeść :P Była okazja, żeby na spokojnie pogadać i pośmiać się z lekko wczorajszych młodych Rosyjskich skoczków :P Kasia ;* Minęłyśmy Digsa, Bułę, Mietka i Chucka na obiadku :D A potem spotkałam się z Anią i to był totalny LOL :D Najpierw rozklekotana ławka na łące pod Wielką i genialna rozmowa między innymi o seksie z Krystkiem :P Potem COS, zwiedzanie hotelu i stadionu. Najważniejszy punkt –okno, w którym parę godzin wcześniej widziałam półnagiego Martina :> A na koniec żurek i czekolada na gorąco w karczmie. Poratowałam jakiegoś pana 2 zł i zostałam filantropem sezonu zaraz za Martinem :D Spędziłyśmy razem ładnych parę godzin i po prostu lałam ze śmiechu, jakie jesteśmy powalone :D Ania ;*** Było bosko! Aż się poryczałam jak się żegnałyśmy ;( SWEETAŚNIE!!!!!! :* Ech… potem wszyscy inni już pojechali, a my z tatą jeszcze włóczyliśmy się po Gubałówce (zdobyliśmy ją samochodem… :P) i Krupówkach… :) We wtorek wróciliśmy do domu i wpadłam w rozpacz. Nie mniej jednak te zawody pozostaną w mojej pamięci na zawsze, jednak dużą różnicę robi taka akredytacja, zawodnicy inaczej nas traktują, jakoś bardziej sympatycznie i w ogóle, zwracają większą uwagę, człowiek czuje się bardziej ważny i szanowany… Polecam każdemu ;) WIELKA TRĄBA DLA WSZYSTKICH, Z KTÓRYMI SPĘDZIŁAM TE BOSKIE DNI :D ;* I już niedługo musimy zrobić replay ! :)

DSC_0542.jpg1357183412771.jpgDSC_0131.jpg929.jpg665.jpg696.jpgzakopane_lgp2007_197.jpg667.jpg672.jpg680.jpg689.jpg690.jpg923.jpg953.jpg967.jpg968.jpg969.jpg974.jpgDSC00040.jpgDSC00049.jpgDSC00067.jpgDSC00115.jpgDSC00106.jpgDSC_0133.jpgDSC_0135.jpgDSC_0166.jpgDSC_0256.jpgDSC_0317.jpgDSC_0350.jpgDSC_0360.jpgDSC_0355.jpgDSC_0369.jpgDSC_0397.jpgDSC_0432.jpgDSC_0436.jpgDSC_0477.jpgDSC_0496.jpgDSC_0530.jpgDSC_0529.jpgzann.jpg783.jpg668.jpgDSC00123.jpg710.jpgakra.jpg

PS. Caro nas poznała i się z nami przywitała :D

PPS.Na skoczni wspomnieli Hessa, a skoczkowie podpisywali książkę ‚Skoki narciarskei w obiektywnie”, którą mieli mu wysłać na prezent :)

Ech… jaki tu spokój nananana…

Długo nie pisałam, wiem. Było to spowodowane wyjazdami – do Londynu i Zakopanego, ogólnym brakiem czasu i chęci :P Postaram się nadrobić :P O ile ktoś tu jeszcze zagląda :> W każdym razie teraz bardzo dużo się dzieje w moim życiu i nawet jakbym chciała, nie jestem w stanie tego opowiedzieć :) Najpierw przydałaby się jakaś relacja z Londynu i skoków w Zako :D Oczywiście, że takowa się pojawi :) Ale wszystko w swoim czasie :) Mam nadzieję, że już w weekend :) A póki co, zdjęcia i CUDNA piosenka, która trafia do mnie w ostatnich dniach i już ma stałe miejsce w moim sercu :) Zobaczcie sami, jaki tekst :)

WOLFSHEIM – KEIN ZURÜCK

Weißt du noch, wie’s war
Kinderzeit… wunderbar…
Die Welt ist bunt und schön.
Bis du irgendwann begreifst,
Dass nicht jeder Abschied heißt,
Es gibt auch ein Wiedersehen

Immer vorwärts, Schritt um Schritt …
Es geht kein Weg zurück!
Und Was jetzt ist, wird nie mehr ungeschehen.
Die Zeit läuft uns davon, Was getan ist, ist getan.
Was jetzt ist, wird nie mehr so geschehen.

Ein Wort zuviel im Zorn gesagt,
‚N Schritt zu weit nach vorn gewagt.
Schon ist es vorbei.
Was auch immer jetzt getan,
Was ich gesagt hab´, ist gesagt,
Und was wie ewig schien ist schon Vergangenheit.

Ach, und könnt’ ich doch nur ein einz’ges Mal
Die Uhren rückwärts drehen,
Denn wieviel von dem, was ich heute weiß,
Hätt’ ich lieber nie gesehen.

Dein Leben dreht sich nur im Kreis,
So voll von weggeworfener Zeit,
und Deine Träume schiebst Du endlos vor Dir her.
Du willst noch leben irgendwann,
Doch wenn nicht heute, wann denn dann…?
Denn irgendwann ist auch ein Traum zu lange her.

Teledysk też jest świetny! :)

WSPOMNIENIA

* Londyn :))

DSC09694.jpgDSC00869.jpgDSC00700.jpgDSC00634.jpgDSC00429.jpg
Harrods <3

*Zako :D

DSC_0548.jpgDSC00021.jpgDSC00115.jpg974.jpg922.jpg159.jpg

Ich muss Mathe lernen ;( Ciao :*

Czyli bardzo kocham Turcję :) Wróciłam :D Było BOSKO :D Turcy przesympatyczni :D Doszło do tego, że nie musiałyśmy płacić za zakupy w spożywczakach, a ceny ciuchów i kosmetyków obniżali nam o 20, 30 lirów (1 lir to w przybliżeniu 2 zł :)) :D Wybawiłam się za wszystkie czasy – dyskoteki za darmo, fajna atmosfera, mjuzik :D Chłopcy świetnie tańczą :D Mhm :D Zwiedziłam Troję, Pergamon, Efez, Meryemanę (ostatnie lata życia spędziła tam Matka Boska), Pamukkale – wapienne tarasy, Istambuł :)Zaliczyłam spływ turecką Amazonką i kąpiele w błocie :D A opalałam i bawiłam się nad Morzem Egejskim, w Didim :) Wizyta w łaźni tureckiej była rewelacyjna, najpierw przystojni faceci nas umyli (łącznie z peelingami itd. :D), a potem wymasowali olejkami brązującymi … mhm :)Pogoda ? 50 stopni codziennie :D Upał jak nie wiem co :D :D :D Nawoływanie do meczetu o 5 nad ranem .. Mówię Wam, pełna egzotyka :) To nie to co WŁochy, Hiszpania, w Turcji czuje się ORIENT :)) Turecka muzyka – kapitalna, nie tylko Tarkan :) Ja polecam Serdar Ortac :D Nauczyłyśmy się śpiewać po turecku „Dansoz” i „Gitme” :) A w Istambule kupiłam płytkę :) Jednym słowem, jestem ZACHWYCONA !!! :D Zobaczcie sami :))

1.jpg2.jpg3.jpg4.jpg5.jpg6.jpg7.jpg8.jpg9.jpg10.jpg11.jpg12.jpg13.jpg14.jpg15.jpg16.jpg17.jpg18.jpg

A teraz nowy fryz Eve :D :D :D

me3.jpgDSC09298.jpg

Mam nadzieję, że nie zbrzydnie do Zako ;) Jutro wyjeżdżam do Anglii :) Wracam w środę za tydzień i praktycznie prosto jadę do Zakopca, gdzie się widzimy :*** Lecę się pakować :* Buziam wszystkich bardzo mocno :* :)


  • RSS